ロータス

Jest z nami od: 24.05.2010

Ostatnie zalogowanie: 10.09.2018

PUNKTY

43158

Poziom Poziom Poziom Poziom Poziom Poziom

PYTANIA

0

Odpowiedzi na pytania użytkownika

NAJLEPSZE ODPOWIEDZI

309

z
7407
wszystkich

  • Profil

Prezenty

Proszę czekać, trwa ładowanie opisu...
  • Komentarze

  • Już jestem, wszystko fajnie. Współlokatorka dzisiaj zrobiła super obiad, kiedy czekałam aż sobie zrobi żebym mogła się zabrać za moje biedronkowe pierogi krzykneła, że będę z nią jeść i nałożyła mi mielone, zapiekanke ziemniaczaną i mizerię :'D Potem przyniosła wafelki. Jak przyszedł jej chłopak kazali mi jeść z nimi żelki z takiego wielkiego pudła (jej mama słodycze z Niemiec przysłała), a na dobranoc przyniosła mi bezy w czekoladzie :'D czy to już niebo? :D

  • Szybko zleci :P Oby do świąt i z górki.

    Miłego weekendu, ja jutro już się przeprowadzam, czas na makaron z kurczakiem na zmianę :D Chociaż moje koleżanki z mieszkania podobno dobrze gotują to może mnie nauczą :P

  • Szkoda, że nie masz rozszerzonej informatyki w liceum, słyszałam, że nie jest na niej za łatwo, wiedziałabyś wtedy może bardziej czy Ci takie coś odpowiada. Na poli jest dużo osób, które się nie nadają, a sobie radzą :P najważniejsze żeby kierunek się spodobał, wtedy można go ciągnąć. masz jeszcze rok, może jeszcze coś innego Cię zainteresuje.

    Nie ma co tam źle wpisać, terminy będą opisane i na pewno będziesz co chwila do nich zaglądać, bo wtedy będzieć żyć tą rekrutacją, czekać na nowe informacje, potem na grupe kierunku na fejsie... :D

  • Wiesz co, może nie, że brak samodzielności, bo jest bardzo samodzielna życiowo, ale potrzebuje towarzystwa, jest do niego przyzwyczajona, musi mieć do kogo się odezwać. W pewnym sensie ok rozumiem, ale bez przesady, żeby popadać w taką depresje kiedy sie zostaje samemu.

    Ja chyba będę rezygnować sama z tej polibudy. W zeszłym roku nawet nie składałam na uczelnie w moim mieście, bo też mieszkam w dużym więc jest nie jeden uniwersytet, chociaż był mój kierunek tylko dlatego, że chciałam się wyprowadzić i dlatego, że uczelnia była niżej w rankingach. Nie mówię, że jakoś źle wyszłam, bo nadal w Poznaniu chcę zostać, ale faktycznie nie ma co się tak tymi rankingami kierować. Po tym roku dochodzi do mnie, że nie ma sensu też iść na jakiś kierunek, bo ogólnie wydaje się niby fajny, bo chciałoby sie umieć te rzeczy (a nie ma się kompletnie nic z tym wspólnego), które na nim są, bo jest po nim praca. Bylam taka, że wolałam iść na kierunek uważany za 'lepszy', zamiast uczyć się tego co faktycznie uważam za fajne, bo nie było przyszłościowe i nie było wysoko w rankingu. Miałam przerost ambicji. Bierz to pod uwagę, czasami jednak warto odpuścić żeby potem nie trzeba było znowu wszystkiego zmieniać. Z drugiej strony też nie można iść na łatwiznę żeby żałować, że się nie spróbowało wyżej. Nie każdy wyceluje, jesli sie nie jest pewnym, ale chce sie spróbować to trzeba brać pod uwagę właśnie to, że może sie nie udać. ludzie się dziwili jak wybrałam polibude, nie widzieli mnie na niej. mówiłam im, że chcę po prostu spróbować, brałam pod uwage to, że sobie nie poradze i mówiłam o tym głośno, żeby nie było potem zdzwienia. Nie było jednak aż tak źle, ale to nie jest to, co chce robić, więc czy bym zdała te poprawki czy nie, chyba nie ma sensu się męczyć i stresować (bo tego drugiego było naprawdę dużo, na niektórych przedmiotach cali sie trzęśliśmy i na wielu jeszcze będą się trząść, to chyba nie dla mnie).
    Ja jechałam ze dwa razy i to po 20 minut jak byłam mała. Więc jak miałam zawieźć papiery... to byłam ciężko przestraszona :'D na szczęście zgadałam się z koleżanką i z nią pojechałam, bałam się sama pociągiem, nie ogarniałam :P Więc na początku wracalam do domu Polskim Busem. Czasem jak słyszałam, że ta koleżanka wraca pociągiem to dołączałam i tak się nauczyłam sama. Teraz już tylko pociągiem, bo jest o wiele szybciej.

  • Niestety tak nie ma, ulga jest zawsze na bilety i na wejścia czy to do kina czy nie wiem, do zoo tez sie zdarza. Ale poza tym to jedynie jak ktos cos sobie wymysli.

    No tak tak, nie nazwałam pepsi, bo dla mnie to wszystko cola :P Czasem pije pepsi, czasem coca cole.
    Dziewczyna, która była ze mną w pokoju przez ostatni rok mimo, że była naprawdę spoko,nigdy nie umiała odmówić jak wszyscy pili, a jak wypiła dużo to nic nie pamietała. Mnie to sie śmieszne nie wydaje, a żałosne, no ale każdy robi jak chce. Uważam, że ona w przyszłości mogłaby mieć... skłonności do uzaleznienia, zwłaszcza, że widziałam jaka była - potrzebowała być w towarzystwie, nie lubiła jak wyjeżdżałaliśmy do domu i czasem jak zostawała sama, mówiła że strasznie smutno jej było i chciało jej się płakać (:O). Mam wrażenie, że jest dosyć 'słaba' i nie zdziwiłabym się jakby miała skłonności do uzależnień skoro nie czuje się źle po dużej ilości alkoholu i tak go lubi. Mam nadzieję, że się mylę i będzie z nią zawsze ok.

    Zjeżdżam co 2 tygodnie zazwyczaj, czasem co 3. Jak była sesja, to miesiąc nie wracałam. Ja mam ze 150km, to z 1,5h pociągiem, więc mogłabym i co tydzień, ale szkoda mi kasy. Ludzie, którzy maja po 500-600 wracają tylko na święta. Zalezy czy bedziesz miala wolny piatek albo czy bedziesz chociaz fajnie wczesnie konczyla. Bo jesli bedziesz mogla jedynie wracac w piatek wieczorem/sobote rano to sie srednio oplaca. Chyba ze ktos ma mniej, niz 100 km. No i szkoda tej kasy na pociagi.

  • Niestety tak nie ma, ulga jest zawsze na bilety i na wejścia czy to do kina czy nie wiem, do zoo tez sie zdarza. Ale poza tym to jedynie jak ktos cos sobie wymysli.

    No tak tak, nie nazwałam pepsi, bo dla mnie to wszystko cola :P Czasem pije pepsi, czasem coca cole.
    Dziewczyna, która była ze mną w pokoju przez ostatni rok mimo, że była naprawdę spoko,nigdy nie umiała odmówić jak wszyscy pili, a jak wypiła dużo to nic nie pamietała. Mnie to sie śmieszne nie wydaje, a żałosne, no ale każdy robi jak chce. Uważam, że ona w przyszłości mogłaby mieć... skłonności do uzaleznienia, zwłaszcza, że widziałam jaka była - potrzebowała być w towarzystwie, nie lubiła jak wyjeżdżałaliśmy do domu i czasem jak zostawała sama, mówiła że strasznie smutno jej było i chciało jej się płakać (:O). Mam wrażenie, że jest dosyć 'słaba' i nie zdziwiłabym się jakby miała skłonności do uzależnień skoro nie czuje się źle po dużej ilości alkoholu i tak go lubi. Mam nadzieję, że się mylę i będzie z nią zawsze ok.

    Zjeżdżam co 2 tygodnie zazwyczaj, czasem co 3. Jak była sesja, to miesiąc nie wracałam. Ja mam ze 150km, to z 1,5h pociągiem, więc mogłabym i co tydzień, ale szkoda mi kasy. Ludzie, którzy maja po 500-600 wracają tylko na święta. Zalezy czy bedziesz miala wolny piatek albo czy bedziesz chociaz fajnie wczesnie konczyla. Bo jesli bedziesz mogla jedynie wracac w piatek wieczorem/sobote rano to sie srednio oplaca. Chyba ze ktos ma mniej, niz 100 km. No i szkoda tej kasy na pociagi.

  • Chodzi mi o to, że niektóre restauracje czy kebaby oferują zniżki studenckie jakie tam sobie ustalą, po pokazaniu legitymacji jest z 20%, raczej nie więcej, ale zawsze coś :D Poza tym to szału nie ma, no może na piwo czasem w pubach... no i bilety ulgowe, na pociąg zniżka 51% to już coś.
    Co do sloików, zwsze zabierałam bigos i gołąbki, ale że nie posiadam walizki to strasznie ciężko mi się to przewoziło, 2 słoiki to był max, czyli pewnie obiad na 3-4 razy.
    Ja też za bardzo nie piję, nie że w ogóle, ale zawsze najwolniej i najmniej, od alkoholu wolę colę (chociaż to chyba jeszcze gorsze XD), ale jak gdzieś idziemy to jakieś smakowe piwo zawsze. Raczej dostosowuję się do środowiska, z moimi koleżankami z liceum jest centralnie abstynencja, może stać wódka, piwo, a my albo nic albo po 1 piwie XD Chyba mamy to samo, nie czujemy potrzeby. Nie wiem jak można pić i pić, jak coś zacznę to męczę pół nocy. a na studiach już mam ludzi, którzy mogą dużo. Tak więc zazwczaj też sobie coś wypiję, ale żebym jakoś przepadała to nie. Też jestem no-lifem niestety :P I staram się chociaż trochę to zmienić, ale ciężko idzie.

  • Ja akurat na studniówce byłam, prawie nikt nie mial pary więc było pod tym wzgledem spoko. Ale szału nie było, powiedziałabym nawet że mi się nie podobało :P
    Boję się właśnie tego, że życie mi ucieka, teraz jest czas żeby tyle rzeczy zrobić, a one jakoś mnie nie dotyczą. Boję się, że będę kiedyś żałować.
    A no to niestety uznali by Cię za bogatą :'D, chyba że Twoi rodzice pracują tam na czarno w co wątpię, wtedy miałabyś dochód zerowy i zgarnęła maksymalne stypendium :P

    Oj nie mów, na pewno nie pójdziesz z nowymi koleżankami do pubu raz na jakiś czas? :P W kluby wierze, byłam raz na otrzęsinach w październiku i było nawet fajnie, ale ludzie u mnie jakoś tak nie lubią tego typu imprez, wolą siedzieć i pić, niż tańczyć <polibuda XD>. Ja też nie lubię, ale jak raz na jakiś czas pójdzie się do klubu z innymi beztalenciami tanecznymi to jest bardzo śmiesznie.

    Ja też nie umiałam i w sumie nadal nie umiem gotować. Pamiętam, że w październiku zeszłego roku kupiłam bułkę tartą z zamiarem robienia kotletów schabowych i ani razu jej nie użylam, kotleta schabowego w moim wykonaniu nikt na oczy nie widział :D Ostatecznie królował makaron, kurczak i mrożonki :D Najgorsze w mieszkaniu poza domem jest wlaśnie to, jak wracasz i nigdy nie masz obiadu, dlatego często leciałam do galerii, stołuję się w jedzeniu na wagę (kuchnia express marche np.), polecam na przyszłość. Duży wybór i nakłada się ile chce + zniżka studencka :P

  • To tak jak ja, teraz troche sie zmuszam, zebym nie byla odbierana jako 'dziwna', ale wole zostac sobie w mieszkaniu i nic nie robic niz lazic po klubach :P
    Ani nie pracuję, ani rodzice nie pomagają. Do 18 moją rodziną zastępczą była babcia, po 18 jestem 'usamodzielniona' tak, ze dochody babci sie nie licza, licza sie tylko moje, czyli zerowe. Dostaje zasilek, stypendium socjalne maksymalne na uczelni i mam mieszkanie, ktore komus wynajmuje za niewiele, bo nie jest odremontowane, ale zawsze cos. Za socjalne baluj jednym slowem :'D
    Ile Ci starczy to zalezy od miasta, w Warszawie pewnie 1500+, ogólnie jak będziesz miała pokój do 800 zł i nie będziesz miała zamiaru odkładać nic to 1500 na pewno styknie (bez szałowych zakupów ubraniowych), ale nie jestem pewna co do Warszawy, bo tam jest wszystko drozsze. W tych 700 co by zostało to spokojnie jedzenie na mieście co jakiś czas, jakiś drobny ciuch, bilet miesieczny czy jakis i wyjscie do jakiegos pubu raz na jakis czas, mysle ze na to by starczylo. Jak jest z Ciebie kuchara i robisz sama to nawet 550-600 by Ci starczyło :)

  • Teraz będziemy wynajmować całe mieszkanie, każda z nas pokój jednosobowy. W zeszłym roku byłam w dwuosobowym i ogólnie oprócz mnie było 5 obcych studentów :D Kawalerka w Poznaniu to nawet dzieląc na 2 osoby nie dałabym rady, pokój 1os to już dla mnie duży problem finansowy, ale strasznie tego chciałam. Nie mogę powiedzieć, spoko współlokatorkę i w ogóle ludzi w mieszkaniu miałam (pomimo dosyć częstej 'zielarni' w pokoju naprzeciwko), ale mimo wszystko wolę być sama w pokoju i mieszkać z kimś z kierunku. teraz będę z koleżanką z grupy i wyszukałyśmy w internecie jakąś obcą dziewczynę do 3 pokoju, wydaje się spoko i mam nadzieję, że taka będzie.
    Pokój w akademiku to najczęściej niecałe 400 zł, miejsce w pokoju dwuosobowym w mieszkaniu w zależności od standardu i miasta, w Poz akurat 450-550 okolo/os, a jednoosobowe to juz raczej 700, 750+. W Warszawie na pewno jeszcze drożej. Akademiki nie dla mnie, ale jak ktoś umie pogodzić imprezy z nauką, jest osobą towarzyską, której nie przeszkadza hałas to jak najbardziej ;p akademiki też są różne, też na początku w razie co się do niego dostałam, ale moj jest akurat tak szałowy, że nie ma łazienki chociaż na te 2-3 pokoje, tylko jest jedna wspólna koedukacyjna na całe pięterko :D także podziękowałam, na szczęście stać mnie było na pokój dwuosobowy i mieszkało się bez większych problemów.