herum

Jest z nami od: 03.05.2018

Ostatnie zalogowanie: 03.04.2019

PUNKTY

3140

Poziom Poziom Poziom Poziom

PYTANIA

0

Odpowiedzi na pytania użytkownika

NAJLEPSZE ODPOWIEDZI

46

z
1160
wszystkich

  • Profil

Znajomi

Kluby

Użytkownik nie dołączył do żadnego klubu

Prezenty

zwiń
Proszę czekać, trwa ładowanie opisu...
  • Komentarze

  • Cześć,
    Kojarzę Cię stąd z lat ok. 2017 i chciałabym Cię spytać o parę rzeczy na pw :)
    Przyjmiesz zaproszenie?

  • хаюшки,
    mlada srpska garda czy raczej Bojna Čavoglave?

  • przyjmiesz do znaj ?

  • "co w niej widzicie? pytam Poważnie" Z pyszczka jest okey, ale wiadomo gdzie zgarnia kokosy. Dlatego jest u mnie na msc. 0 (w skali 0-10).

  • Tym razem wpadam podziękować za radę dt. przekłucia sprzed paru tygodni. Zamówiłam sobie sztangi 1,2 mm z bioplastu na Arifie (dostałam Mambę gratis! ;D), włożyłam, potrzymałam z tydzień - miodzio. W pierwszej chwili było trochę nieprzyjemnie, ale od tamtego czasu nie miałam żadnych problemów. Teraz nic tylko się patrzę w lustro i zachwycam, jak zajedwabiście wyglądam w długich kolczykach xD Więc może faktycznie to była kwestia materiału? Kto wie. Wpadł mi nawet do głowy pomysł, by na urodziny sobie sprezentować kolejne przekłucie, tym razem porządnie u piercera. Dobra, koniec, bo już za dużo gadam xD W każdym razie jeszcze raz dzięki, bardzo mi pomogłaś :)

  • Wymiana zdań między Brasileirą i użytkowniczką o nicku bodajże "najlepsza", która sobie usunęła niedługo po tym konto. Chyba w pytaniu o byciu postrzeganym ma młodszego/starszego niż w rzeczywistości.

  • Niestety sama mam z tym problem i szukałam jakiś czas temu legitnej strony, gdzie byłoby wszystko z opisem czy jest dostępne, w jakim kraju itd. Na drugbank.ca czasem są podane preparaty, a przy nich flagi i ewentualne daty, ale no właśnie... czasami. Część można też znaleźć na wikipedii. Także jak coś mi trzeba, to po prostu szukam na różnych stronach aż znajdę. Jednej, na której byłoby wszystko zebrane jeszcze nie odkryłam, a i na studiach nikt nic takiego nam nie polecał. :c

  • To ciekawie żeś sobie studia wybrała, co Ty tam robisz i jak Ci idzie w takim razie? XD Poplułam się ze śmiechu. xD
    Mam znajomego, który jest od niedawna na japonistyce. Kilka razy oglądaliśmy razem anime i po każdym odcinku zapamiętywał kilka nowych słów, gdzie mi się mózg pocił, jak próbowałam odkodować na czas zdanie, które się składało nawet i w całości ze słów, które już znałam (przez to, że wszystko jest takie inne, trochę mi zajmuje przez gramatykę, na zasadzie: aha, to ta odmiana. Okej, ona oznaczała czas przeszły. Czyli… „Zjadł ciasteczko!”… A tu już minęły trzy kolejne zdania D:). A co dopiero, żeby wyłapywać i zapamiętywać nowe słownictwo, szatan. :D Takiego polotu językowego też nie mam, ale jak się przyłoży, to się w końcu da radę.
    Tak rozmawiamy, po angielsku. Nie zna na tyle szwedzkiego. Jak się poznaliśmy (5 lat temu), to mój chłopak był w Szwecji tylko turystycznie, ale mieszkał w Japonii. Skończył wtedy właśnie liceum. W Japonii angielski jest na tragicznym poziomie (ekhem, ekhem [LINK] xD), ale on nauczył się sam, tak jak niemieckiego, dodatkowo był w liceum na profilu języka angielskiego. Od tego czasu widujemy się co jakiś czas i próbujemy go sprowadzić na stałe, walcząc z urzędami imigracyjnymi. :P Był wtedy świeżo po liceum, więc pracował, żeby uzbierać na czesne i utrzymanie na studiach (to tu na chwilę, to w Japonii), co jakiś czas odwiedzał. W między czasie mieliśmy rok przerwy, bo sobie nagrabił (ma zaburzenie afektywne dwubiegunowe, bardzo uciążliwe u partnera). To podczas tej przerwy się nauczył polskiego, poszedł w końcu do specjalisty, pisał do mnie codziennie listy (tylko nie wysyłał) i suszył znajomym głowę, jaki to jest nieszczęśliwy (w poprzednim życiu był Wertherem jak nic). Potem się do mnie delikatnie odezwał no i nie mogłam się dalej gniewać. ._. Jednak nadal zdarzają mu się wpadki nie do przyjęcia, więc zobaczymy, jak to będzie, bo nieźle mi poprzednim razem zrył psychikę i nie mam zamiaru tego ponownie przechodzić. Teraz do tego zaczął w końcu te studia, w Warszawie i tam teraz mieszka (mówiłam, że to skomplikowane, ok? ;D) bo to najbliżej Szwecji na co go było stać i ma też polski jako język obcy, z tym że póki co to powtarzają to, co już umie. Angielski, niemiecki i póki co polski ciągnie dalej! :) A oprócz tego co chwilę ma przelotne przygody z różnymi innymi, tylko dla poznania funkcjonowania, dźwięków itd., chociaż ostatnio mniej, bo się bardziej wciąga w studia.
    Angielski ma ładny. Hm. Wiesz, uczę się japońskiego długo, znam wiele nawet dość zaawansowanych form gramatycznych, ale ponieważ ta gramatyka jest AŻ TAK inna, muszę zawsze się zastanowić chociaż pół sekundy i sobie ułożyć wszystko w głowie. W związku z tym chyba nawet trudniej coś dosłownie przełożyć z angielskiego na japoński i odwrotnie, bo nawet nie ma za bardzo do tego słów często? Od początku się jest bardziej zmuszonym myśleć w docelowym języku. Może dlatego nie przekłada konstrukcji aż tak i naturalnie brzmi po angielsku. Być może jakiś błędny przyimek się zdarzy? Jedynie po wymowie można poznać, ma w małym stopniu akcent japoński i kilka słów, które notorycznie błędnie wymawia, między innymi, uwaga, „fluit” zamiast „fruit”, chociaż mu ciągle na nie zwracam uwagę, bo to taki typowy błąd ryżojada i robi wiochę. xD
    I sposób formułowania wypowiedzi ma bardziej japoński. Niby używa poprawnego angielskiego, ale Amerykanin wyraziłby to samo inaczej. np. bardziej zwraca uwagę na kulturę wypowiedzi i bywa bardziej formalny, nie lubi slangu.
    Mieliśmy też dużo nieporozumień na tle kulturowym. Myślę, że głębokie zrozumienie wzajemnych kultur jest konieczne, dużo lepiej się nam teraz po tych 5 latach komunikuje. m.in. to całe japońskie „okazywanie miłości przez czyny” — dużo osób może o tym słyszało. Ja też i stwierdziłam na początku, że przecież polska kultura też taka jest. „Kocham cię” też jest cięższe, niż „Love you.” i też mało mówimy o uczuciach, a szybko zakładamy rodziny i jest to myślenie o wspólnej przyszłości bardzo szybko. U Japończyków chodzi raczej o takie małe, codzienne czyny jak wyjście wcześniej z pracy, żeby spędzić z drugą osobą czas albo kupienie prezentu, u nas to jest chyba w mniejszym stopniu i na początku cały czas miał do mnie pretensje, że go nie kocham, a ja nie czaiłam o co mu chodzi, bo przecież mu to mówię 20 razy na dzień i przecież mamy wspólne plany na przyszłość! On z kolei miał problem z werbalną ekspresją, więc ja też miałam o to samo do niego pretensje. xD Miewał też pretensje, że „nie doceniam, co dla mnie robi”, a ja zwyczajnie nie pomyślałabym, że to że pisze dziś do mnie o kwadrans wcześniej to wynik tego, że wyrywał to 15 minut od szefa pazurami. Po prostu skończył wcześniej, aha, to fajnie. Myślenie o niektórych tych rzeczach nie jest dla mnie naturalne, więc czasem mi umykają komunikaty, ale też świadomość tego mojego chłopaka sprawia, że wie, że to nie moja zła wola. I odwrotnie. Ma jeszcze kilka takich typowo japońskich rzeczy, m.in. „dawkowanie intensywności” (o tym niżej), jest trochę ostrożniejszy w formułowaniu opinii i na wiele tematów po prostu żadnej nie ma, jeśli się nie zna, zamiast cebularzyć. Bywa ciężki do komunikacji, ma tendencję do rozwiązywania problemów samemu, „żeby nie martwić” i jak mu coś czasem nie pasuje, bo zamiast powiedzieć, czeka, aż się to magicznie samo rozwiąże (być może wysyła te swoje japońskie, niewerbalne komunikaty drogą astralną, nawet czasem i poznam, że o coś mu chodzi, ale skąd mam wiedzieć o co xD). Dopiero jak wszystko narośnie, to wybucha i jest drama stulecia o ekspresywności dokładnie jak z azjatyckich i latynoskich serialów. Acz akurat o tym jak mu przypomnę, to się ogarnia i zaczyna rozmawiać ostatnio. Pod niektórymi względami jest natomiast bardziej zachodni, np. nie lubi poglądu, że starszy ma zawsze rację, ogarnia zachodni humor (chociaż z azjatyckiego poślizgnięcia na skórce od banana też się śmieje).
    „Nie wiem co zrobić powinienem.” przeczytałam to automatycznie głosem takiego Steffena Möllera. xD Jakby ktoś tak nawet napisał, to od razu dałoby się poznać. Ma jeszcze coś, co łączysz z jego korzeniami? I w ogóle jak wygląda, skoro jest tak pomieszany? Wygląda może jak taki piękny, aryjski chłopiec o symetrycznych kościach policzkowych z plakatów propagandowych, czy nie? :D
    Jako leń zawsze zazdrościłam ludziom o mieszanych korzeniach, że już mają na starcie kilka języków! Mam kuzynkę pół Włoszkę i no nienawidzę szczęściary jednej! :D

    Bardzo dobrze, to bardzo odświeżające żyć wśród racjonalnie myślących ludzi, którzy kształtują swoje poglądy i działania według tego, na co wskazują rzeczowe przesłanki, a nie „bo tak się zawsze robiło i tak trzeba”, bo „wartości” - słowo, pod które można upchnąć cokolwiek głupiego się zapragnie itd.. Miło już nie musieć doświadczać tego poczucia bezsilności, kiedy oczywiste fakty, do których każdy może dotrzeć w 2 minuty wskazują na jedno, ale robić trzeba inaczej. x.x Jest kilka fajnych rzeczy, które wyciągnęłam z Polski, ale w dużej mierze Polacy to dla mnie mimo wszystko trochę kosmici, nie rozumiemy się. Zakładam, że każdy chce dobrze, tylko przez swoje doświadczenia inaczej widzi drogę w tym kierunku. Wydaje mi się, że rozumiem, skąd pochodzi wiele z tych niefajnych elementów polskiej mentalności, patrząc na świeżą historię Polski i uważam, że robienie aż takiego skansenu z Polski jest nie fair, okej. Ale wciąż mi się mieszkanie w Polsce kojarzy głównie z nerwicą. ;D Może kwestia też tego, że jestem z małej miejscowości z południa, tam jest najbardziej konserwatywnie.
    Wiadomo, że wszędzie są ludzie i parapety, ale myślę, że to zasługa systemu edukacji. Właściwie mało uczy się w szwedzkich szkołach suchych faktów. Używa się ich za to jako materiału do ćwiczenia oceniania źródeł (wiarygodności, prawdziwości, obiektywności), analizy jak jedna rzecz wpływa na drugą, w ogóle analiz, formułowania argumentów, logicznego myślenia, metodologii naukowej… np. historia była moim najbardziej nielubianym przedmiotem w Polsce (mam bardzo matematyczny mózg), a w Szwecji chyba najchętniej chodziłam na ten przedmiot. :D Nauczyciel rzucał jakiś temat (często bardzo ogólny i można się było zgłębić w jakimś kierunku), zwykle na początku miał wprowadzenie i jakiś power point z wstępną wiedzą, ale samemu trzeba było potem znaleźć sobie własne źródła i się rozwinąć na ten temat w eseju, jeden esej się zwykle pisało 2-3 lekcje i tak np. raz analizowaliśmy prace historyków z różnych lat (zwłaszcza niemieckich) na temat Sparty i autentycznie prace z XIX w, kiedy to zrodził się nacjonalizm, to było zachwycanie się Spartanami patriotami, bo po prostu historykom, dla których to było ważne i uważali patriotyzm za naturalną, uniwersalną wartość, wydawało się, że i tym muszą się kierować Spartanie, co wyraźnie było widać po ich narracji. Z kolei przed 2 wojną światową Sparta już zamiast tego była idealnym modelem organizacji silnego państwa. I to ówcześni ludzie nauki pisali tak stronniczo. :O Innym razem mieliśmy napisać o historii rozpadu Jugosławii, korzystając z i chorwackich, i serbskich, źródeł, kilka pojedynczych z innych krajów byłej Jugosławii (tu akurat nauczyciel zdobył tłumaczenia fragmentów podręczników do historii). Albo analizowaliśmy historię czegoś przypadkowego, np. raz sztuki, innym razem więziennictwa pod kątem tego, co się w ogóle działo w różnych epokach oczywiście i się one idealnie odzwierciedlały w tym więziennictwie, np. pomysł resocjalizacji (początkowo poprzez przymusowe prace w więzieniach) się pojawił wraz z oświeceniem i ideą tabula rasa, żeby poniekąd „zapełnić tablicę” więźniów dobrymi i pożytecznymi rzeczami, żeby się tacy stali. Bardzo dało to wszystko do rozumienia, że duże wydarzenia historyczne są bardziej wynikiem pewnych nastrojów (i gdyby nie ten Hitler to jakiś inny by się pewnie znalazł), a te z kolei przechodzą według funkcji sinusoidalnej ze skrajności w skrajność, większe wydarzenia bywają punktem zapalnym do zmiany kierunku i zawrócenia. Jak mi się rzeczywistość zaczęła układać w całość po tych lekcjach, to nie wiem. :D
    Do każdego eseju trzeba dołączyć listę źródeł i raz na rok na każdym przedmiocie się pisze ocenę użytych przez siebie źródeł do wybranego wypracowania (np. Wikipedia: jakie ma wady i zalety jako źródło itd. i czy wobec tego ktoś powinien wziąć moje wypracowanie na serio :D Pamiętam że omawiałam wręcz nawet sprawę artykułu fikcyjnego komunisty Henryka Batuty czy Gamergate na Wikipedii, omawiając jej rzeczowość. Nie wiem, czy słyszałaś).
    Po trzech latach takiej edukacji w liceum mam już takie zboczenie, że automatycznie analizuję pod kątem stronniczości wszystko co czytam i słyszę. Taki jest cel tego i myślę, że to ma wymierny wpływ nawet na dyskusje w Internecie. Większość chwytów erystycznych po prostu nie przejdzie w rozmowie ze Szwedem. Zawsze Cię spyta o źródło i jeśli podlinkujesz mu np. „Polki.pl” albo jakiś blog, to umrze ze śmiechu. :) Tak, racjonalizm i edukację kocham w Szwecji (chociaż Polacy często narzekają, mi też się na początku wydawało, że jak nauczyciel nie stoi przy tablicy i nie wymienia z pamięci dat to „Słaby pozioom, Szwedy matoły nie wiedzo kiedy była bitwa pod Oliwą, żal.pl, a u nas to nawet pięcioklasista to już wie!11”. :D
    Wynajmuję „mieszkanie studenckie” - nie ma tu jako takich akademików, gdzie się dzieli z kimś pokój, tylko miasto wynajmuje kawalerki studentom (większe opcje, które można dzielić, też są). Ja mam skromną opcję, 19 m2 (dwa pomieszczenia: pokój z aneksem kuchennym i łazienka, kosztuje 3000 kr na miesiąc, w to są wliczone opłaty oprócz internetu (chociaż niektórzy mają internet w czynszu). To płacą mi rodzice, bo chcą, żebym odłożyła kasę i mogła od razu kupić mieszkanie po studiach, żeby mi zostawili na utrzymaniu młodszą siostrę, jeśli będzie chciała zostać w Szwecji, a oni sobie wrócą do Polski.
    4000 kr poza tym dostaję jako zasiłek (3000 kr dostaje każdy student, koło 1000 kr studenci, którzy się wyprowadzili od rodziców i nie mają za dużych dochodów; btw, 1000 kr zasiłku za szkołę dostają już 16-latkowie na prywatne konta, jeśli nie mają za dużo nieobecności w szkole :)). To jest wystarczająco. Nie oszczędzam specjalnie, jak coś potrzebuję, to na luzie idę i kupuję bez patrzenia na konto, acz nie jestem osobą, która by miała chęć przepuszczać regularnie na niepotrzebne rzeczy i nie lubię imprez. Myślę, że w porównaniu z polskimi studentami, mam jakby luksusowo.
    Mam jeszcze wzięty kredyt studencki, on wynosi 7000 kr na miesiąc, ale go nie ruszam (jest nieoprocentowany i ma się na jego spłatę całe życie, więc zamierzam za to potem kupić mieszkanie, unikając kredytu z banku :D). Acz jak jest jakiś większy, nieprzewidziany wydatek czasem, to uskubnę z tych pieniędzy (chociaż jakbym się bardziej postarała, to bym nie musiała).
    W liceum pracowałam w weekendy, teraz mi się nie chce, ale są do tego szerokie możliwości odkąd się skończy 16 lat. No i w wakacje też, wiadomo. :)

    Szwedzki jest taki piękny z taką prawdziwie szwedzką wymową i szwedzkim, męskim głosem. *o* Nie wiem, czy zauważyłaś, że różne grupy etniczne mają swój charakterystyczny rodzaj głosu? Szwedzi potrafią mieć taki… „głęboki”, nigdy nie myślałam wcześniej, że polecę na kogoś ze względu na głos, ale miałam już dwu głosowych crushów. xDDD Nie przypominam sobie, żebym słyszała taki rodzaj głosu u Polaka. Ci mają zwykle wyższe, a jak już mają niskie, to w bardziej zachrypnięty sposób? Yyy, nevermind, w każdym razie ja z moim akcentem trochę profanuję szwedzki i robi się twardy i fu. :D Tylko nie jestem pewna co do jego piękna jeśli chodzi o ilość słownictwa itd.. Myślę, że przeciętny Szwed zna mniej słów, niż przeciętny Polak, bo chyba słowa złożone rozleniwiają (czy Niemcy też mają ten problem?). Z drugiej strony te wszystkie słowa z łaciny i z francuskiego oraz ładniejsze stare słowa w szwedzkim niby też są (tylko mało kto wie o ich istnieniu, chyba że snoby. Szwedzkie snoby bardzo lubią się uczyć trudnych słów, zwłaszcza, że co roku organizuje się tu popularny test na ich znajomość. Ojciec jednego kolegi, to przodkowie w linii prostej do najsławniejszego szwedzkiego malarza (może słyszałaś, Carl Laon), jest strasznie ą-ę, za każdym razem jak u nich byłam, rzucał przypadkowymi słowami i się pytał, czy wiem, co znaczą, straszne :O). Przyznam, że trudniej mi czytać klasyczną literaturę po szwedzku, niż po angielsku. Może gdybym znała szwedzki trochę lepiej, niż Szwed po zawodówce, to bym była w stanie bardziej go docenić, ale z drugiej strony Szwecja była zawsze zacofana i nie ma aż tak bogatej literatury, więc mimo wszystko chyba to trochę i to, i to i szwedzki nie jest szczególnie bogaty, ale i nie aż tak ubogi, jak mi się wydaje i można przeżyć z małą ilością słów. Czasem mnie zaskakuje, jakich codziennych słów Szwedzi potrafią nie znać. np. kiedyś ktoś spytał na naszej studenckiej grupie na fb ile w końcu kosztuje jakaś tam książka, bo w każdym sklepie są zupełnie różne ceny. Ktoś odpisał, że to zależy od tego, czy jest wydana „w twardej oprawce” czy też „w miękkiej oprawce” (tak, napisał to w cudzysłowie), po czym opisywał czym te rzeczy są i wstawił zdjęcia dwu książek dla przykładu. To nie jeden tego typu przypadek! Ale może w drugą stronę też by się coś takiego znalazło.

    Pamiętam, scenę z jakiegoś przypadkowego filmu, w którym Channing Tatum spytał dziewczyny, jak ma na imię, a ona odpowiedziała, że Zulay i uroczo poprawiła włosy i podała mu dłoń. :D I to tyle z tego filmu widziałam, ale scena ze względu na imię zapadła mi w pamięć. Wgooglowałam, dotarłam do znaczenia („brilliant one”, cała ja), pochodzi z języka perskiego i można je znaleźć w słownikach imion, ale jest ekstremalnie rzadkie. A Twój nick czyżby z niemiecka? Chyba jakby germańsko zapodaje. :D


    Hahahaha, tak, powiedział ci pewnie 愛してるよ。 (aishiteruyo), to „kocham cię” klasy „łoże śmierci”. Uczyłam się, że mówi się to średnio raz w życiu i mój chłopak to potwierdza, ale i tak jest rebeliantem i mówi to prawie codziennie. Ale on w ogóle bywa teatralny (to chyba ta bipolarność). Chociaż być może dlatego, że mieliśmy na ten temat dyskusje i chciałam, żeby mówił „I love you” częściej (bo potrafił wręcz odpowiadać tylko uśmiechem, kiedy ja to mówiłam, [CENZURA]). Aż o aishiteruyo nie prosiłam, tylko o ajlofju, ale widocznie chciał spełnić prośbę na 110%, teraz połączyłam fakty. xD Poza tym „dawkowanie intensywności” występuje nie tylko w mowie i to jedna z najdziwniejszych japońskich rzeczy, które u niego zauważyłam i których nadal nie rozumiem, ale niech se ma. Twierdzi, że jeśli za często będzie używać tego, co najbardziej lubi, to mu się znudzi i przyjemność nie będzie aż tak intensywna. I tak np. ulubione słodycze kupuje raz na miesiąc, żeby „je doceniać” a na co dzień je jakieś mniej smaczne. O_o U mnie to nie działa, bo jak tak wyczekuję i sobie wyobrażam teen smak, to oczekiwania rosną do kosmosu, zaczyna mi się kojarzyć ta rzecz z frustracją, że NIE MOGĘ JEJ MIEĆ NAŁ, i jak ją już w końcu dostanę, to się lekko rozczarowuję, wydaje mi się, że zapamiętałam ją jako lepszą. :D
    Tak, Azjata ma swoje y. Ja się zasadniczo kierowałam kategoriami żywieniowymi przy szukaniu chłopa. xD Nawet to niedobre omletowe sushi jak robi w domu, to smakuje sto razy lepiej i równa się z łososiowym nigiri z baru sushi. A dużo jest też mało znanych perełek, dla których warto się roztyć. :D

    Zaczęłam się uczyć japońskiego niedługo przed tym, jak się poznaliśmy. Nigdy nie byłam jakimś wielkim fanem anime, widziałam może 10 różnych, ale chciałam jak najbardziej inny język. Było to mniej więcej 5 lat temu, przez dwa lata uczyłam się sama, nie bardzo intensywnie, ale regularnie i dość dużo się nauczyłam. Potem w drugiej liceum zaczęłam mieć ten język w szkole jako język obcy, więc miałam go tam dwa lata (ucząc się też dużo samej, miałam fajnego nauczyciela, który mi podrzucał źródła, poza tym w każdej bibliotece praktycznie można tu dostać książki i książeczki po japońsku i do japońskiego i innych języków, więc korzystałam). Po skończeniu liceum wzięłam kontynuację japońskiego w liceum dla dorosłych, a teraz uczę się głównie sama. Niedawno zebrałam na uczelni grupę uczących się japońskiego i spotykamy się raz w tygodniu, co mobilizuje do nauki. :) + z chłopakiem staramy się sobie przypominać.
    Szwedzkiego nie znałam przed wyjazdem. Jak przyjechałam po gimnazjum, to poszłam do klasy przygotowawczej liceum, gdzie miałam język + sprawdzali tam moją wiedzę przedmiotową i wystawiali oceny z przedmiotów na poziomie 9. klasy szwedzkiej podstawówki (musiałam pochodzić od kilku tygodniu do kilku miesięcy na dany przedmiot, napisać z niego test dziewięcioklasisty z pomocą tłumacza i na tej podstawie wystawiali ocenę. Też wdrażał ten rok w szwedzki system nauczania, bo, jak wspomniałam, mi się na początku wydawało, że jak napiszę na takim teście „1627 — bitwa pod Oliwą” to no heloł, na 100% będzie A (piąteczka), nawet nauczyciel tego nie wiedział, taka jestem mądra <3, a dla nich to był niedostateczny, bo co z tego wynika, po co im to wiedzieć, że wtedy była ta bitwa, jaki to miało wpływ na dzieje, co doprowadziło do tej bitwy? W tym liceum przygotowawczym było kilku szwedów, którzy nie zaliczyli podstawówki, ale głównie obcokrajowcy, skąd byś tylko nie chciała. Po roku uznali, że mój szwedzki jest wystarczający i poszłam do normalnego liceum. :) Szwedzki jest akurat prościutki i przyjemny ze względu na podobieństwo do angielskiego.

  • Znaczy, bo to wygląda tak, że pełną diagnozę osobowości można uzyskać po 21. roku życia, a jako, że jestem małolatą, co dopiero od ziemi odrosła, to jeszcze nie może mi psycholog wpisać w papierach "psychopatia", co najwyżej może mi wydać opinię, że mam "osobowość nieprawidłowo kształtującą się". Niby sprawa jest już przesądzona, bo jestem tak na maksa antyspołeczna, że to już nie pójdzie w innym kierunku, ale formalności to formalności. A zależy mi na pełnej diagnozie, bo jestem także narcyzem i to będzie kolejny powód do jarania się samą sobą. xDDD
    Bo ogólnie psychopatia, to jest jakby podrodzaj antyspołecznego zaburzenia osobowości. W tych podstawowych testach, kryteria diagnostyczne są takie, że było się za małolata kryminalistą. Tu mam wszystko na maksa, bo przed 15. rokiem życia robiłam rzeczy nie do końca zgodne z prawem, groźby karalne, molestowanie itp. Już wyrosłam z takich szczeniackich wybryków, ale gdyby nie groziło mi nic, to pewnie ze 3 osoby by już nie żyły... Nie mam empatii, ani wyrzutów sumienia. Bo to jest tak, że ja wiem, że coś robię źle, tylko rzecz w tym, że nie czuję się z tym źle. Np. okłamywanie i manipulowanie sprawia mi frajdę. A najlepsze, że 99% ludzi, którzy choć raz ze mną rozmawiali, określą mnie jako bardzo miłą i uprzejmą. Choć psychopatia ma swoje słabe strony. Mam nie raz problem z odczytaniem czyichś emocji.
    I taka ciekawostka: nie zarażam się ziewaniem. :D
    To teraz odpowiadam na pytania:
    Nikt nie jest mi na tyle bliski, bym się załamała po jego śmierci. Nie mam przyjaciół. Mam tylko znajomych. Nie kocham matki, ani babki, choć to najbliższe mi osoby, ale nie potrafię dla nich zrobić tak wiele, jak one dla mnie. Trudno.
    Drugą osobę w relacji romantycznej... Hm. Ciężkie pytanie, bo ja nie przywiązuję się do nikogo. Mogę się zauroczyć, ale nigdy nie zakochałam się. Są ludzie, którzy mogą mnie pociągać romantycznie oraz seksualnie, ale nie czuję do nich przywiązania. Gdybym miała chłopaka i ten chłopak zginąłby w wypadku, to poczułabym ulgę, że uwolniłam się od zobowiązania. Nie tęskniłabym.
    Wezmę do siebie tylko coś co stricte uderza w moje punkty zapalne, generalnie jestem piekielnie opanowana, ale jak się wkurzę już, to nie jest wesoło i bywa niebezpiecznie. Zazwyczaj robię awantury dla zabawy nawet nie irytując się. Ale jak się zirytuję, to zazwyczaj czymś specyficznym, np. wmawianiem mi głupot na mój temat i nie słuchaniem co mam do powiedzenia na swój temat.
    Kiedyś moja matka groziła że wezwie policję, kiedy rzuciłam się na nią z pięściami, bo głośno mówiła, kiedy chciałam spać. Akurat moja samokontrola była wówczas mocno obniżona, bo miałam atak padaczki, a podczas tych specyficznych ataków, moja samokontrola słabnie i wychodzi ze mnie drażliwy agresor i wszystko co najgorsze.
    Ja całkiem sprawnie funkcjonuję w społeczeństwie, nie mam problemu ze stworzeniem jakiejś płytkiej relacji, gorzej jest, kiedy mam utrzymać jakąś relację, to mi się często nie udaje. Ale generalnie jestem całkiem charyzmatyczna, ludzie z łatwością mi ufają, bo cała moja ekspresja emocji to gra aktorska. Nie odczuwam za wielu emocji, jestem trochę upośledzona emocjonalnie, ale ekspresję mam bardzo bogatą, często się śmieję, mam bogatą mimikę i mowę ciała. Z tym, że to nie jest prawdziwe. Tylko jedna osoba widzi moje tępe spojrzenie i pustkę w moich oczach. Moja koleżanka, ona mówi, że mam przerażające, tępe spojrzenie i kilka razy tylko widziała mój szczery uśmiech, przez kilka lat. xD
    Nie współczuję, w ogóle nie potrafię powiedzieć, jak miałoby to u mnie wyglądać. Kiedyś byłam w sanatorium. Stało się coś i wszyscy w pokoju płakali, a ja wtedy poczułam się głupia, bo czułam satysfakcję i nie miałam wcale ochoty płakać. Ludzkie tragedie z reguły mnie nie ruszają. Nie przypominam sobie, bym w tym życiu przejęła się jakąś sprawą która mnie nie dotyczy bezpośrednio. Nie obchodzi mnie, że zginęło dziecko.
    Kiedyś widziałam, jak dziecko chciało skoczyć z okna. Moi znajomi pobiegli do domofonu i dzwonili do jego rodziców, a ja patrzyłam i obstawiałam w myślach kiedy skoczy i czy w ogóle. Nie zrobiłam nic. Po prostu przyglądałam się z zaciekawieniem, a jakby dzieciak skoczył, to podeszłabym bliżej, by zobaczyć jak wygląda poturbowane dziecko. Ale nie ma szans, bym odczuła w związku z tym jakieś negatywne emocje. Jak komuś dzieje się krzywda, to jeśli ja zareaguję, to tylko po to, by mieć z tego jakąś korzyść.

    Faktycznie, mam dość uniwersalną twarz, ale tylko jak jestem szczupła. Najlepiej moja twarz wygląda, kiedy ważę 51-57 kilo, powyżej już wyglądam jak ulany grubas, bo wszystko mi idzie w twarz. :C Więc moja waga będzie w normie, a ja tymczasem z twarzy wyglądam na 80-90 kilo. Takie uroki bycia mną. :C

  • TO TY? WRÓCIŁAŚ?